Warszawa. Obchody XII Dnia Islamu w Polsce
piątek, 27 stycznia 2012 19:24
O przezwyciężenie przemocy między wyznawcami różnych wyznań i religii, pokój na świecie i zgodne współdziałanie modlili się w czwartek w Warszawie katolicy i muzułmanie z okazji XII Dnia Islamu w Polsce. W obchodach Dnia Islamu w domu parafialnym Kurii Warszawsko-Praskiej, oprócz duchownych, uczestniczyli też ambasadorzy i konsulowie państw muzułmańskich.
"Chrześcijanie i muzułmanie, jedni i drudzy, podążając drogami wytyczonymi przez każdą ze swoich religii, zwracają uwagę na istotę sakralnego wymiaru osoby ludzkiej i jej godności" - napisał w przesłaniu do uczestników spotkania nuncjusz apostolski w Polsce Celestino Migliore. Dodał, że wytycza to przestrzeń wzajemnego szacunku i poważania chrześcijan oraz muzułmanów, i jest "polem do współdziałania w służbie dla pokoju między narodami i osobami".
Hasło tegorocznego Dnia Islamu brzmi: "Poparcie dla duchowego wymiaru człowieka". Przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi przy Konferencji Episkopatu Polski bp Romuald Kamiński wyjaśniał, że temat ten ma dopomóc w odnalezieniu prawdziwych wartości i zrozumieniu pierwszeństwa spraw duchowych nad materialnymi. "Świat się bardzo w tym pogubił. Dlatego doświadczamy tylu nieprawości; smutna jest droga niejednego narodu i człowieka" - powiedział bp Kamiński.
Przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP mufti Tomasz Miśkiewicz podkreślił, że Polska jest przykładem istnienia wszystkich religii i kultur. "Z tego powodu powinniśmy się cieszyć i to nas wspólnie łączy od ponad 600 lat - wszystkie religie, w tym islam" - powiedział.
Podczas spotkania zostały odczytane fragmenty Koranu po arabsku i po polsku, a także fragmenty Pisma Świętego, odnoszące się do przemocy. Zakończyło się ono muzułmańską modlitwą spontaniczną, modlitwą powszechną i modlitwą "Ojcze nasz" oraz przekazaniem znaku pokoju. Po niej odbyła się agapa przy muzyce orientu.
Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów w wydanym w czwartek oświadczeniu podkreśliła, że "ogromnym wyzwaniem dla ludzi wierzących są galopujące procesy laicyzacyjne, próbujące sprowadzić człowieka wyłącznie do poziomu materialnego, a religię przesunąć na margines życia społecznego lub zamknąć całkowicie w sferze prywatnej".
Dzień modlitw poświęconych islamowi jest jedną z inicjatyw Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów, powstałej w 1997 r. Stawia ona sobie za cel propagowanie dialogu między wyznawcami tych dwóch religii. Jest organizacją oficjalnie uznaną przez Konferencję Episkopatu Polski. To w odpowiedzi na prośbę katolickiej strony Rady Episkopat podjął w 2000 r. decyzję o obchodzeniu Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce 26 stycznia każdego roku.
Liczbę wszystkich wyznawców islamu w Polsce szacuje się na 20-25 tys. osób, w dużej części to jednak obywatele innych krajów, np. uchodźcy czy studenci z krajów islamskich. Do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP, najstarszej i najważniejszej organizacji polskich wyznawców islamu, należy ok. 5 tys. osób.
gazeta.pl
Meczety o krok od Pomników Historii
poniedziałek, 23 stycznia 2012 21:43
Rada Ochrony Zabytków uznała, że meczety i mizary w Bohonikach oraz Kruszynianach zasługują na miano Pomników Historii. Dziś takim tytułem w województwie podlaskim może pochwalić się tylko Kanał Augustowski.
Opinia Rady Ochrony Zabytków to właściwie ostatni etap przed podpisaniem odpowiednich dokumentów przez prezydenta Bronisława Komorowskiego - to prezydent oficjalnie uznaje zabytki za Pomniki Historii. Ocenianie i opiniowanie dokumentacji trwało do stycznia ubiegłego roku. Wówczas to opracowanie - wraz z opinią podlaskiego konserwatora zabytków - zostało zapakowanie i przesłane do resortu kultury w Warszawie.
- Nasza opinia jest oczywiście pozytywna. Uważamy, że obiekty te powinny znaleźć się na liście Pomników Historii - mówiła wówczas "Gazecie" Zofia Cybulko, zastępca podlaskiego konserwatora zabytków.
Dziś można powiedzieć, że ministerstwo oraz specjaliści od zabytków również są na "tak". Właśnie otrzymaliśmy z biura prasowego resortu kultury następującą informację: "Rada Ochrony Zabytków postanowiła rekomendować Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego wniosek w sprawie uznania przez Prezydenta RP meczetów i mizarów w Bohonikach i Kruszynianach za Pomnik Historii."
Raport o arabskiej rewolucji przestrzega przed dalszymi represjami
czwartek, 12 stycznia 2012 22:27
Amnesty International w opublikowanym dzisiaj raporcie ostrzega przed groźbą dalszych represji w 2012 roku w krajach arabskich, w których rządzące reżimy reagowały przemocą w zeszłym roku na ruch kontestacji i za wszelką cenę chcą utrzymać się u władzy.
- Ruch protestu w regionie, prowadzony w licznych przypadkach przez ludzi młodych i kobiety, wykazał się zadziwiającą odpornością na represje - powiedział dyrektor tymczasowy oddziału AI na Bliski Wschód i Afrykę Północną Philip Luther.
Według niego upór niektórych państw w proponowaniu zmian nie wykraczających poza kosmetyczne dowodzi, że celem niektórych reżimów jest jedynie ich przetrwanie. Tymczasem, jak mówi Luther, ludzie "chcą konkretnych zmian sposobu, w jaki są rządzeni, i rozliczenia osób odpowiedzialnych za popełnione zbrodnie".
Rewolty w świecie arabskim po samobójstwie młodego Tunezyjczyka, któremu skonfiskowano obwoźny stragan z warzywami, doprowadziły do obalenia w styczniu 2011 roku prezydenta Tunezji Zina el-Abidina Ben Alego, Egiptu - Hosniego Mubaraka, a w Libii - Muammara Kadafiego.
Fala kontestacji objęła również Syrię, gdzie od marca trwa rewolta przeciwko prezydentowi Baszarowi el-Asadowi, a także Jemen, gdzie pod koniec listopada prezydent Ali Abd Allah Salah podpisał dekret o pokojowym przekazaniu władzy wiceprezydentowi w zamian za immunitet.
W liczącym 80 stron raporcie "Rok rebelii: stan praw człowieka na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej" AI krytykuje również naruszenia praw człowieka w Egipcie przez rząd wojskowych powołany po odejściu Mubaraka. Ocenia je jako gorsze pod pewnymi względami niż za czasów poprzedniego reżimu i ostrzega przed ograniczeniami wolności słowa.
"Wojsko i siły bezpieczeństwa represjami odpowiedziały na manifestacje, w których od października do listopada 2010 roku zginęło co najmniej 84 ludzi. Nie ustają tortury i trwają zatrzymania, a liczba cywilów sądzonych w sądach wojskowych była wyższa w ciągu jednego roku niż w ciągu 30 lat reżimu Mubaraka - podała AI.
Raport krytykuje również tymczasowe władze libijskie za brak kontroli nad zbrojnymi brygadami, które uczestniczyły w obaleniu Kaddafiego i przetrzymują bez procesu około 7 tys. ludzi.
AI podkreśla postawę innych rządów w regionie, w szczególności władz Syrii, które są zdecydowane utrzymać się u władzy nawet za cenę ludzkiego życia i godności.
Amnesty International oskarża wojsko i syryjską służbę bezpieczeństwa, "na próżno usiłujące zastraszyć protestujących i zmusić przeciwników do milczenia i uległości", o zabijanie i torturowanie ludzi na skalę bliską zbrodniom przeciwko ludzkości.
Według organizacji w końcu 2011 roku w Syrii doszło do ponad 200 przypadków śmierci w więzieniu - ponad 40 razy więcej niż wynosiła średnia roczna w tym kraju.
Jednak zdaniem Luthera, jeśli chodzi o wydarzenia "na Bliskim Wschodzie w zeszłym roku, uderza to, że - z pewnymi wyjątkami - zmiany zaszły w dużej mierze dzięki wysiłkom ludzi, którzy w tych krajach wyszli na ulice". Nadzieję w 2012 roku budzi zaś według niego niezgoda zwykłych ludzi na to, by odmawiać im prawa do walki o godność i sprawiedliwość.
onet.pl
USA o zamachu w Iranie: To nie my. Jesteśmy przeciw przemocy
środa, 11 stycznia 2012 23:04
Biały Dom zaprzeczył, by odegrał jakąkolwiek rolę w zamachu, w którym zginął irański naukowiec jądrowy; Teheran oskarżył o zamach "agentów Izraela lub USA".
"Stany Zjednoczone nie mają z tym absolutnie nic wspólnego" - oświadczył rzecznik Białego Domu Tommy Vietor.
"Potępiamy zdecydowanie wszelkie akty przemocy, w tym takie, jak dzisiejszy" - powiedział rzecznik.
Mostafa Ahmadi Roszan - inżynier-chemik, zastępca dyrektora w ośrodku nuklearnym Natanz, gdzie nadzorował wydział zajmujący się wzbogacaniem uranu - zginął dziś w Teheranie w wybuchu bomby, którą przytwierdzono do jego samochodu.
To trzeci od roku 2010 taki zamach na irańskich naukowców zajmujących się sprawami nuklearnymi. W listopadzie 2010 roku w Teheranie w jednym dniu przeprowadzono dwa zamachy bombowe, w których zginął jeden naukowiec zajmujący się kwestiami nuklearnymi, a drugi został ranny. Iran oskarżył wówczas o przeprowadzenie ataku izraelskie, brytyjskie i amerykańskie służby wywiadowcze, które - według Teheranu - chcą wyeliminować kluczowe postaci zaangażowane w irański program nuklearny.
Irański wiceprezydent Mohammad Reza Rahimi zarzucił USA i Izraelowi, że stoją za środowym zamachem, i powiedział, że zabójstwa irańskich naukowców nie powstrzymają postępu irańskiego programu nuklearnego.
Zachód twierdzi, że program ten ma na celu pozyskanie bomby atomowej; Teheran utrzymuje, że prace mają wyłącznie cywilny charakter.
Iran potwierdził w poniedziałek, że rozpoczął wzbogacanie uranu w swym podziemnym kompleksie nuklearnym Fordo.
gazeta.pl
''Wojny Iran2012 nie będzie. Ale jest problem: wkrótce mogą mieć bombę atomową i głowice"
wtorek, 03 stycznia 2012 23:36
- Nie będzie żadnej wojny o cieśninę - uważa dziennikarz '"GW" Konstanty Gebert. Lotniskowiec USA i tak miał wracać do kraju, cały raban był pokazówką Iranu - ocenia. Zaznacza jednak: największy problem leży gdzie indziej. Iran wkrótce będzie mógł wyprodukować głowice i rakiety do ich przenoszenia. Na to żadnego sposobu nie ma.
Iran kolejny raz groził USA: Nie wracajcie do Zatoki Perskiej, bo zaatakujemy (Iran miał na myśli amerykański lotniskowiec USS John C. Stennis, który niedawno odpłynął z Zatoki). Irańczycy grozili już wcześniejblokadą strategicznej cieśniny Ormuz, co mogłoby doprowadzić do poważnego konfliktu.
- Nie będzie żadnej wojny. Lotniskowiec Stennis, o którym mowa, wypłynął z Zatoki Perskiej tuż przed rozpoczęciem irańskich manewrów, by nie prowokować Irańczyków. Odpłynął także dlatego, że kończy właśnie swoją 7-miesięczną dyslokację i będzie wracał do USA - tłumaczy w TOK FM Konstanty Gebert, dziennikarz ''Gazety Wyborczej'', który prowadzi warszawskie biuro Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Skoro i tak miał odpłynąć, po co całe zamieszanie? - Po to, żeby można było powiedzieć: pogoniliśmy Amerykanów! Dowódca irańskiej armii nie mówi: ''nie pozwolimy, żeby amerykańskie lotniskowce pływały po Zatoce Perskiej''. Mówi: ''Nie pozwolimy, żeby ten lotniskowiec wrócił''. A że ten lotniskowiec nie ma zamiaru wrócić? Tego irańska opinia publiczna nie musi wiedzieć. USS John C. Stennis popłynie do domu, Irańczycy odtrąbią zwycięstwo, a na wody Zatoki Perskiej w ciągu najbliższych 2-3 tygodni wpłynie kolejny lotniskowiec - tłumaczy Gebert.
Największe zagrożenie: program jądrowy
Dziennikarz podkreśla, że największym zagrożeniem - które może skończyć się konfliktem zbrojnym - jest irański program jądrowy. - Ewidentnie już w tym roku Iran będzie mógł zrobić jakąś bombę atomową. W ciągu 2-3 lat - w zależności od tego na ile Izraelczycy zdołają pokrzyżować mu szyki - będzie mógł wyprodukować głowice i rakiety do ich przenoszenia. Na to żadnego sposobu nie ma - mówi. Dodaje jednak: - Choć może w izraelskim czy amerykańskim sztabie znają już sposoby, by skutecznie zniszczyć irański program atomowy, choć wydaje się to niemożliwe.
- To nie jest jeden reaktor, ale ogromny, rozbudowany program. Nie wystarczyłby jeden atak, to musiałaby być pełna, konwencjonalna wojna. A to zdołałoby jedynie spowolnić irański program, ale nie zlikwidować go zupełnie - uważa Gebert.
Kto chce rozwijać program?
Jak podkreśla dziennikarz, nie ma też co liczyć na to, że Iran zrezygnuje ze swojego programu. - Największymi zwolennikami programami atomowego są irańscy ajatollahowie. Patrzą sobie na los Kaddafiego, który miał program atomowy, ale dogadał się z Zachodem. Zrezygnował z programu i teraz leży zakopany gdzieś w piaskach libijskiej pustyni. I patrzą na Koreę Płn., która nie ustąpiła. Dyktator, który nie zrezygnował z bomby, jest chowany z największymi godnościami, a jego syn przejmuje władze - mówi Gebert.
Czy sankcje gospodarcze nie pogarszają sytuacji? - Sankcje podnoszę cenę, jaką Iran płaci za nielegalny program nuklearny. Iran systematycznie okłamywał społeczność międzynarodową. Łamał Traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej - podawał fałszywe dane Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej - przypomina.
- W świetle prawa międzynarodowego dążenie do posiadania broni atomowej lub jej posiadanie nie jest przestępstwem. Choć - moim zdaniem - powinno być. Przestępstwem jest jednak naruszanie traktatów. Iran to robi i płaci za to bardzo wysoka cenę - tłumaczy. (Państwa, które w ciągu ostatnich lat zyskały broń atomową - Indie, Pakistan, Izrael - nie były sygnatariuszami traktatu. Korea Płn. wypowiedziała traktat)
gazeta.pl
Iran odpowiada na zapowiedź sankcji USA: "Na groźbę odpowiemy groźbą"
piątek, 30 grudnia 2011 00:15
USA nie mają prawa mówić Teheranowi, co może a czego nie może zrobić z cieśniną Ormuz - tak według irańskiej telewizji państwowej miał dziś powiedzieć jeden z najważniejszych dowódców irańskiej Rady Strażników Rewolucji. Komunikat nadszedł po tym, jak Waszyngton zapowiedział, że "amerykańska marynarka jest gotowa odpowiedzieć na próbę zamknięcia cieśniny". Przez Ormuz przechodzi 40 proc. światowych dostaw ropy naftowej.
Anglojęzyczna Press TV zacytowała dziś dowódcę irańskiej armii, Hosseina Salami, który miał ostrzec Waszyngton: - Na każdą groźbę odpowiemy groźbą... Nie zrezygnujemy z naszych strategicznych posunięć, jeżeli interes Iranu będzie w jakikolwiek sposób zagrożony.
We wtorek wiceprezydent Iranu ostrzegł, że jeśli na jego kraj nałożone zostaną międzynarodowe sankcje wz. z rozwijaniem przez kraj programu nuklearnego, Teheran zablokuje strategiczną cieśninę Ormuz, odcinając dostawy ropy naftowej. Jeśli Zachód nałoży embargo na eksport irańskiej ropy, "nawet jedna jej kropla nie przepłynie przez cieśninę Ormuz" - powiedział pierwszy wiceprezydent Mohammad Reza Rahimi.
Iran: Wszystko jest pod kontrolą
Rzeczniczka stacjonującej w Bahrajnie V Floty USA, Rebecca Rebarich odpowiedziała w imieniu marynarki wojennej, że nie pozwoli ona żadnemu krajowi na blokowanie strategicznej cieśniny. - Marynarka jest gotowa odpowiedzieć na próbę zamknięcia cieśniny - powiedziała Rebarich. - Żadne przerywanie (dostaw ropy - red.) nie będzie tolerowane - dodała.
Państwowa telewizja Iranu podała dziś, że władze dokładnie śledzą poczynania lotniskowca Stanów Zjednoczonych, który wpłynął do Zatoki Omańskiej. - Sfilmowaliśmy i sfotografowaliśmy amerykański lotniskowiec, jak wkraczał na teren zatoki - potwierdził szef irańskiej marynarki wojennej Habibollah Sajjar. - Ten teren jest pod naszym ścisłym nadzorem - dodał.
"WP": Pogróżki Iranu są niepoważne
Według dziennika "Washington Post", groźby Iranu dotyczące zamknięcia cieśniny Ormuz nie są poważne. Gazeta przypomniała dziś, że producenci ropy, którzy od lat wysłuchują gróźb Iranu w sprawie blokowania Ormuz, nie pozostali przez ten czas bezczynni. Zjednoczone Emiraty Arabskie kończą właśnie budowę ropociągu, omijającego Zatokę Perską, przez który będzie można przesyłać 2,5 mln baryłek ropy dziennie.
"A sam Iran strzeli w sobie w stopę, blokując strategiczną cieśninę, bo potrzebuje jej tak samo jak Zachód" - pisze Thomas Erdbrink z "WP", bowiem przez Ormuz Teheran wysyła ropę do swego największego klienta: Chin. "Popełnilibyśmy ekonomiczne samobójstwo zamykając cieśninę Ormuz" - powiedział przedstawiciel irańskiego ministerstwa ds. ropy naftowej, który pragnął zachować anonimowość" - pisze na zakończenie komentarza Erdbrink.
Atak wojskowy nadal "niewykluczony"
To nie pierwszy raz, kiedy Iran grozi wstrzymaniem przepływu ropy w Zatoce Perskiej. Podobne pogróżki pojawiały się także w 2008 i 2010 roku, kiedy USA zapowiadały atak na irańskie instalacje nuklearne. Ani Stany ani Izrael na razie nie wykluczyły działań militarnych, jeżeli w rozmowach z Teheranem wyczerpane zostaną wszelkie środki dyplomatyczne.
Tymczasem Iran rozpoczął w ostatnią sobotę 10-dniowe szeroko zakrojone szkolenie swojej marynarki wojennej. Celem ćwiczeń w Zatoce Perskiej ma być pokazanie potencjału militarnego Teheranu.
gazeta.pl
Świat potępia zamachy w Nigerii
poniedziałek, 26 grudnia 2011 22:25
Stany Zjednoczone i kraje europejskie potępiły zamachy w Nigerii dokonane w dzień Bożego Narodzenia, w których zginęło około 40 osób. Ze słowami potępienia wystąpiły też władze Izraela.
Celem trzech spośród czterech ataków były kościoły katolickie w Nigerii. Do przeprowadzenia zamachów przyznał się radykalny islamistyczny ruch Boko Haram.
Biały Dom w komunikacie wyraził ubolewanie z powodu "nieuzasadnionej przemocy i tragicznych ofiar w dniu Bożego Narodzenia". Zapewnił, ze Stany Zjednoczone pozostają w kontakcie z władzami Nigerii.
Szef MSZ Niemiec Guido Westerwelle potępił "straszne ataki na chrześcijan, którzy zebrali się, by świętować Boże Narodzenie". W Wielkiej Brytanii minister spraw zagranicznych William Hague określił ataki jako nikczemne i zaznaczył, że wymierzone były w "rodziny, które zgromadziły się w pokoju i modlitwie".
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy wyraził solidarność z władzami i społeczeństwem Nigerii "w ich walce z terroryzmem" i zaznaczył, że jak najostrzej potępia niedzielne akty przemocy.
Włochy "będą czyniły, co tylko możliwe, również w ramach Unii Europejskiej, by w Nigerii (...) były respektowane i aktywnie bronione zasady współistnienia religii, wolności wyznania i szacunku dla nich" - zapowiedział szef dyplomacji Giulio Terzi.
W "najostrzejszych słowach" potępił zamachy Izrael w komunikacie swojego MSZ. Zapowiedział, że dostarczy pomoc medyczną władzom Nigerii dla rannych w zamachach.
Boko Haram bywa określana jako sekta. Brutalnymi metodami, uciekając się do mordów i zamachów, walczy ona o wprowadzenie szariatu we wszystkich 36 stanach Nigerii (szariat obowiązuje w północnych stanach, gdzie mieszka znacznie więcej muzułmanów). Boko Haram stała za licznymi atakami zorganizowanymi w minionym tygodniu w dwóch północno-wschodnich stanach Nigerii.
wp.pl
Brutalna walka o władzę - to początek wojny i chaosu?
poniedziałek, 26 grudnia 2011 22:21
Szyicki premier Iraku Nuri al-Maliki, do niedawna sojusznik Waszyngtonu, dokonał faktycznie zamachu stanu, odsuwając od władzy polityków sunnickich - uważa ekspert ECFR (European Council on Foreign Relations) Daniel Korski ostrzegając, że kraj ten może pogrążyć się w nowej wojnie domowej.
"Od wycofania wojsk USA z Iraku nie minęły nawet 24 godziny, gdy wydano nakaz aresztowania wobec sunnity - wiceprezydenta Tarika al-Haszemiego i oskarżono go o terroryzm (...) Może to rozniecić na nowo konflikt szyitów z sunnitami z lat 2006-07" - pisze na swym portalu "The Spectator".
Korski uważa, że wielu Irakijczyków obawia się odrodzenia tamtego konfliktu, gdy "sunniccy partyzanci i szyickie ugrupowania paramilitarne miesiąc w miesiąc zabijały tysiące cywilów". Ostrzega jednocześnie, że po wycofaniu się Amerykanów pełniących funkcję bufora między obu społecznościami, napięcia między sunnitami a szyitami mogą się odrodzić.
Korski przypomina, że Al-Irakija - polityczny blok zrzeszający w większości sunnitów, bojkotuje parlament i nie uczestniczy w obradach gabinetu, protestując w ten sposób przeciw zagarnięciu władzy przez Malikiego. Haszemi oskarżył premiera o wywołanie "narodowego kryzysu" i porównał go do Saddama Husajna.
"Niestety USA nie przyjmują do wiadomości irackiej rzeczywistości taką, jaka jest, ponieważ prezydent Barack Obama musi uzasadnić decyzję wycofania wojsk. Waszyngton musi (...) wpłynąć na Malikiego i jego kohorty, by Irak nie pogrążył się w nowej wojnie domowej" - ostrzega "Spectator".
Korski obawia się powtórki z historii. Przypomina, że wojskowy zamach stanu z 1958 roku obalił w Iraku monarchię Haszemitów, zainstalowaną przez Brytyjczyków w roku 1932. W niespełna kilka lat, na skutek zamachu po instytucjach ustanowionych przez Brytyjczyków nie pozostał ślad. "Wygląda na to, że historia może się powtórzyć" - podsumowuje Korski. Równie kruche jak spuścizna po Brytyjczykach mogą się okazać demokratyczne instytucje ustanowione przez Amerykanów.
W czwartek i poniedziałek dokonano w Bagdadzie zamachów bombowych, w których łącznie zginęło kilkadziesiąt osób, a ponad 200 odniosło rany. Amerykanie wycofali się z Iraku w ubiegłym tygodniu po blisko dziewięciu latach od początku wojny.
wp.pl
|
|