Szukaj
Słowo/fraza:
Strona główna



Wykaz artykułów w archiwum z okresu 05 2009


Wielki mufti: nie wolno użyć broni masowej zagłady Drukuj
niedziela, 31.05.2009, 23:51:43
Ugrupowaniom muzułmańskim i osobom indywidualnym nie wolno używać broni masowej zagłady przeciwko krajom niemuzułmańskim, ponieważ zawsze może ona zabić także muzułmanów - oświadczył wielki mufti Egiptu.

Użycie broni masowej zagłady, jak podkreślił mufti Ali Gomaa, ogłaszając swą fatwę, może zagrozić także państwom leżącym poza granicami kraju atakowanego i pozabijać cywilów, co jest zabronione nawet w toku wypowiedzianej wojny.

Jednak mufti Ali Gomaa, który na wygłoszenie swojej deklaracji wybrał dni poprzedzające wizytę prezydenta USA Baracka Obamy w Kairze, zapewnił, że nie ma nic złego w tym, aby kraje muzułmańskie wchodziły w posiadanie broni masowej zagłady dla odstraszenia potencjalnego napastnika.

Stany Zjednoczone popierają egipskie plany budowy elektrowni atomowych, ale Kair zapewnia, że nie chce budować bomb atomowych.

Egipt od dawna głosi hasło "Bliski Wschód bez broni nuklearnej", a jest ono skierowane pod adresem Izraela, który - jak się powszechnie uważa - jest jedynym krajem Bliskiego Wschodu posiadającym arsenał nuklearny.

- Stosowanie przez pojedyncze osoby lub grupy broni masowej zagłady przeciwko niemuzułmanom nie jest prawnie dopuszczalne - oznajmił wiernym Gomaa, który jest najwyższym egipskim interpretatorem prawa koranicznego.

Napisz komentarz (0 Komentarze)
Nowoczesny islam jest tylko na Zachodzie Drukuj
czwartek, 28.05.2009, 13:28:10
"Niech nikt nie stara się ukryć przed Wami, że ludzie islamu cierpią od agresji, niegodziwości i niesprawiedliwości, zadanych im przez przymierze syjonistów z krzyżowcami i ich współpracownikami. Krew muzułmanów stała się krwią najtańszą, a ich bogactwa zostały zagrabione przez wrogów. (...)

Murów ucisku i poniżenia nie obali się inaczej niż gradem kul. Wolny człowiek nie poddaje się przywództwu niewiernych i grzeszników. Moi Muzułmańscy Bracia na całym świecie, Wasi bracia z Palestyny i z Ziemi Dwóch Świętych Miejsc wołają o waszą pomoc i proszą, byście wzięli udział w walce przeciw wrogowi - Waszemu wrogowi i ich wrogowi - Amerykanom i Izraelowi" - głosił Osama ben Laden w 1996 roku.

Założona przez ben Ladena w pakistańskim Peszawarze pod koniec wojny sowiecko-afgańskiej Al-Kaida 11 września 2001 r. zaatakowała Stany Zjednoczone. Dziś dla setek milionów muzułmanów, nawet jeśli większość nie zgadza się z jej brutalnymi metodami, jest symbolem walki z dominacją Zachodu i upokorzeniami, jakich doznają od niego wyznawcy islamu. Ironia polega na tym, że korzenie tego najbardziej antyzachodniego ruchu w historii tkwią w nauczaniu XIX-wiecznych muzułmańskich reformatorów, którzy zafascynowani zachodnią cywilizacją postanowili przenieść jej zdobycze do krajów muzułmańskich.

Dżihad

Głównym ideologiem Al-Kaidy jest egipski lekarz Ajman Az-Zauahiri. Poznał Osamę ben Ladena w latach 80. w Peszawarze. Saudyjczyk organizował tam arabskie oddziały ochotników wspomagających mudżahedinów walczących z sowieckim najeźdźcą. Egipcjanin przyjechał do Pakistanu leczyć rannych wojowników świętej wojny.

To Zauahiri przekonał Osamę, że walka z niewiernymi ograniczona do samego Afganistanu jest bez sensu. Że należy wytoczyć wojnę całemu światu niewiernych i skończyć ze skorumpowanymi arabskimi dyktatorami, którzy utrzymywani z amerykańskich dotacji bardziej dbają o interesy Zachodu niż własnych obywateli. Tylko zjednoczeni pod sprawiedliwym muzułmańskim panowaniem - uważał Zauahiri - wyznawcy Allaha będą mogli zachować tożsamość i odzyskać godność.

Zauahiri, nim założył z Osamą ben Ladenem Al-Kaidę, spędził kilka lat w egipskich więzieniach. Oskarżony o współudział w zamachu na Anwara As-Sadata był torturowany. Na własnej skórze przekonał się, jak okrutny jest reżim jednego z głównych sojuszników USA na Bliskim Wschodzie - egipskiego prezydenta Hosniego Mubaraka.

Zanim zaczął współpracować z ben Ladenem, Zauahiri założył Dżihad, radykalną organizację islamską powiązaną ideologicznie z Braćmi Muzułmanami. W myśli Zauahiriego można odnaleźć zdeformowane echa idei XIX-wiecznych reformatorów islamu. Oni też postulowali przeciwstawienie się zachodniej dominacji, obronę tożsamości i godności muzułmanów. Jednak przez 170 lat, które dzielą Zauahiriego od pierwszych prób modernizowania islamu, politycy muzułmańscy wybierali z nowoczesności tylko to, co było im potrzebne.

Pierwsi modernizatorzy islamu chcieli, by ich religia na powrót stała się źródłem humanizmu i wolności jednostek, które stanowiły o sukcesach modernizacji na Zachodzie. Niestety, większość polityków, którzy w XX wieku doszli do władzy w krajach muzułmańskich, miała te wartości w nosie. Sprawili, że chęć doścignięcia Zachodu przerodziła się u wielu wyznawców islamu w chorobliwą do Zachodu nienawiść.

Tradycja zamiast rozumu

Przewaga Zachodu nad światem muzułmańskim nie jest odwieczna. W czasach wypraw krzyżowych chrześcijańscy rycerze byli przy swych muzułmańskich przeciwnikach barbarzyńcami. Europejscy zdobywcy Jerozolimy nie mogli nadziwić się cudom, jakie zastali w tym zamieszkanym wówczas głównie przez wyznawców Allaha mieście. Odkryli tam nowinki techniczne i luksusy, takie jak pościel, maszyny oblężnicze, strzemiona czy zwyczaj codziennego mycia się. Muzułmańscy uczeni kontynuowali studia Greków nad matematyką, astronomią i filozofią. Czerpali też z dokonań innych cywilizacji, głównie indyjskiej. Rozważania o naturze objawienia, wolnej woli i racjonalnym pojmowaniu Boga, które we wczesnośredniowiecznej Europie nie wychodziły poza mury klasztorów, w Bagdadzie, Bucharze czy Kordobie zaprzątały umysły wykształconych elit.

Jednak od tamtych czasów cywilizacja islamu stanęła w miejscu, zaś Zachód przejął od muzułmanów ich osiągnięcia i twórczo wykorzystał. "Na polityczny i intelektualny upadek świata islamu złożyły się najazd mongolski, wyprawy krzyżowe, odkrycie Ameryki i drogi morskiej do Indii. Świat islamu pogrążył się w głębokim kulturowym letargu" - przyznawał w "Gazecie" wybitny egipski intelektualista Nasr Hamid Abu Zaid.

Gdy puls świata przesunął się na Zachód, w krajach islamu podupadł handel. Wzbogacone na amerykańskim złocie europejskie państwa dorównały poziomem życia państwom muzułmańskim, a arabskie, perskie i tureckie elity zaczęły zamykać się we własnej tradycji. Jakby nie rozumiały, że wspaniałe dokonania minionego islamskiego złotego wieku były rezultatem czegoś wręcz odwrotnego - bogatego czerpania z innych kultur i cudzych dokonań.

Islam, który niegdyś skłaniał do szukania niekonwencjonalnych interpretacji prawnych i politycznych, zaczął zamieniać się w zamknięty zbiór szczegółowych przepisów. Świetnym przykładem są losy "Księgi wiedzy", fundamentalnego dzieła wybitnego filozofa, matematyka, poety i prekursora medycyny, urodzonego w X wieku w Azji Środkowej Abu Alego ibn Siny, zwanego w Europie Awicenną. W XVIII i XIX wieku jego księga była wnikliwie studiowane w Paryżu czy Hamburgu, ale zakazana w Kairze.

Nauka władcą świata

Uśpiony świat islamu stał się ofiarą europejskiej ekspansji kolonialnej. Jej symbolicznym początkiem było egipskie zwycięstwo Napoleona w 1798 roku.

"W XVIII i na początku XIX wieku mieliśmy coś w rodzaju renesansu - mówił Abu Zaid. - Nastąpił on pod wpływem konfrontacji z Zachodem, a ściślej zachodniej kolonizacji".

Gdy wraz z militarnymi i handlowymi sukcesami przewaga Zachodu stawała się coraz bardziej ewidentna, muzułmanie zaczęli szukać przyczyny swojego zacofania.

Pierwsze próby nadgonienia dystansu rozpoczęła osmańska Turcja, dla której rosnąca dominacja Zachodu oznaczała wymierne straty terytorialne i dramatycznie niższe wpływy do budżetu. W 1839 roku sułtan Abdulmecit wydał edykt o tanzimacie (tanzim - uregulowanie, dopasowanie, nastawienie). Jak pisał pochodzący z Pakistanu, zmarły w 1988 roku w USA uczony Fazlur Rahman, ideolodzy tanzimatu wierzyli, że "przyjęcie nowoczesnej wiedzy powinno ograniczyć się do sfery praktyczno-technicznej. Na poziomie bowiem czystej myśli muzułmanie nie potrzebują zachodnich zdobyczy intelektualnych. Więcej, powinni ich unikać, bo mogłyby zasiać wątpliwości w muzułmańskich umysłach, podczas gdy tradycyjny islam daje zadowalające odpowiedzi na wszystkie kwestie światopoglądowe".


Napisz komentarz (1 Komentarze)
Czytaj dalej...
Nuncjusz w Jordanii: muzułmanie doceniają wizytę papieża Drukuj
piątek, 22.05.2009, 22:51:34
Jordańscy muzułmanie ,,bardzo docenili" wybór Jordanii na pierwszy etap pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej i jego wizytę w meczecie w Ammanie - poinformował abp Francis A. Chullikat. W wywiadzie dla włoskiej agencji SIR nuncjusz apostolski w Jordanii i Iraku dodał, że poprawiło to stosunek wyznawców islamu do chrześcijan. Zdaniem hierarchy, dzięki papieskiej podróży dialog międzyreligijny otrzymał kolejny impuls. - Książę Ghazi Bin Muhammed Bin Talal, doradca króla Jordanii ds. religijnych, uznał wizytę Benedykta XVI w meczecie za znak szacunku wobec muzułmanów. Oczekujemy pozytywnych owoców tego wydarzenia także dlatego, że zadowolona była społeczność muzułmańska - ujawnił abp Chullikat. Benedykt XVI odwiedził Jordanię w dniach 8-11 maja.

Napisz komentarz (0 Komentarze)
Papież: bliżej nam do islamu Drukuj
sobota, 16.05.2009, 00:00:00

Podczas podróży do Ziemi Świętej papież nie przeprosił Żydów za dawny antysemityzm Kościoła. Sukcesem tej pielgrzymki była natomiast jej "część muzułmańska"

Podróż Benedykta XVI do Jordanii, Izraela i Autonomii Palestyńskiej trudno uznać za historyczny przełom, ale była to dobra pielgrzymka. Papież stawiał sobie trzy cele: zbliżenie ze światem islamu, wsparcie mniejszości chrześcijańskiej na Bliskim Wschodzie i wzmocnienie dialogu z Żydami.

- Skoro wielu chętnie podkreśla przeciwieństwa między religiami, to jako wierzący stajemy przed wyzwaniem jasnego głoszenia tego, co jest nam wspólne - mówił Benedykt XVI na międzyreligijnym spotkaniu w Jerozolimie. A przecież sam jeszcze niedawno inaczej kładł akcenty. Broniąc tożsamości chrześcijańskiej, lubił podkreślać różnice. Jako szef Kongregacji Nauki Wiary mówił o trudnościach w dialogu z islamem. A już jako papież w nieszczęsnym wykładzie w Ratyzbonie w 2006 r. sugerował mankamenty teologii muzułmańskiej, które rodzą ryzyko ekstremizmu.


Napisz komentarz (0 Komentarze)
Czytaj dalej...
Jordania czeka na Papieża Drukuj
środa, 06.05.2009, 23:53:01
Jordania odlicza czas do 8 maja - dnia przyjazdu Benedykta XVI. Kościoły chrześcijańskie współpracowały przy organizacji jego pielgrzymki z władzami państwowymi. Zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie podkreślają, że Jordania jest miejscem dialogu międzyreligijnego.

Jordańscy chrześcijanie to niewielka wspólnota w muzułmańskim społeczeństwie. Rzecznik łacińskich katolików ks. Rif'at Bader podkreślił jednak wielką radość wyznawców Chrystusa z przyjazdu papieża.

W kościołach rozpoczęto wczoraj specjalne triduum modlitewne. ,,Chcemy modlić się z Ojcem Świętym oraz za niego i za cały Kościół Dlatego korzystamy z modlitwy przygotowanej przez biskupów Ziemi Świętej" - powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Bader. Zaznaczył, że Jordania jest miejscem dialogu religijnego i, jak to określił, ,,dialogu życia" - muzułmanie i chrześcijanie bowiem żyją i pracują razem.

Przejawem tego dialogu jest choćby nadany dziś w telewizji film o Betanii za Jordanem - miejscu Chrztu Jezusa. Dokument przygotowała jordańska agencja prasowa Petra. Także jej dyrektor Ramadan Rawaszdeh podkreślił, że Jordania jest krajem pokojowego współistnienia muzułmanów i chrześcijan. ,,Żyjemy razem w tych samych wioskach, w tych samych plemionach są muzułmanie i chrześcijanie. Dla nas przyjazd papieża jest wielkim wydarzeniem. Najpierw z religijnego punktu widzenia, następnie z historycznego i dalej z turystycznego. Mamy nadzieję, że wielu chrześcijan przybędzie z Libanu, Palestyny i innych krajów arabskich" - powiedział dyrektor Petry.

Przytłaczającą większość społeczeństwa jordańskiego - ok. 92 proc. - stanowią muzułmanie. Chrześcijanie, których jest ok. 6 proc., należą przeważnie do greckiego prawosławia. Żyją tu też katolicy, członkowie różnych Kościołów protestanckich, chrześcijanie syryjscy i ormiańscy oraz koptowie. Odsetek chrześcijan w stosunku do ogółu ludności Jordanii systematycznie maleje. Jeszcze na początku XX w. stanowili oni 12 proc. społeczeństwa. Spadek ten jest wynikiem wysokiego przyrostu naturalnego wśród muzułmanów i napływu uchodźców z krajów islamskich, głównie z Palestyny.

Chrześcijanie trwale wpisali się w społeczność kraju i cieszą się wolnością religijną. Pochodzą zazwyczaj z warstwy średniej i wyższej, zajmują często ważne urzędy w państwie i mają silną - w stosunku do liczby - reprezentację w parlamencie (15 proc. miejsc).

Napisz komentarz (0 Komentarze)

W Islamie nie ma praw autorskich. Jeżeli jesteś muzułmaninem to przekazywanie wiedzy z dziedziny Islamu jest Twoim obowiązkiem religijnym.
Dozwolone jest korzystanie, kopiowanie i przekazywanie innym, wszystkich informacji znajdujących się na portalu www.muzulmanie.com,
wyjątek stanowi Leksykon do którego wyłączne prawa posiadają: Agata Skowron-Nalborczyk, Agata Marek i Towarzystwo WIĘŹ.
Leksykon "Nie bój się islamu" został wydany w ramach programu wsparcia polityki antydyskryminacyjnej PHARE 2002.